Translate

środa, 19 kwietnia 2017

595.04.2017 Obserwacje zza kierownicy

Zdarza mi się czasami, odwozić Rozalię z rana do pracy w Mieście Stolicy Województwa.
Oczywiście wiem, że nie powinnam tego robić, pod żadnym pozorem...
     Dziewuszysko przed Świętami Wielkiej Nocy , zamiast trzynastu okien w domku w Dobrze Trafiłeś, umyła trzy !! Najmniejsze, od strony północnej, czyli od "ulicy" - od pomieszczenia gospodarczego, klatki schodowej i jedno okno gabinetowe !
Wytrzymałam do Wielkiego Piątku spozierając na żółte kwiecie w ogrodzie przez szyby z paćkami po wiosennych deszczykach !
Zostawiłam Niecnocie okna tarasowe, w Wielką Sobotę przyjechała "na Święta" i stwierdziła, że czystych okien myć nie będzie i już !!
I ja to Dziecko, nie znające słów "umowa między członkami rodziny obowiązuje" podrzucam czasem z rana "do fabryki"...
     Droga wiedzie ulicą dzielącą campus wyższej uczelni technicznej w Mieście Stolicy Województwa . Pokonuję ten odcinek w żółwim tempie, bo w mojej ojczyżnie pieszy na jezdni jest paniskiem, całą gębą...
Kto pieszym kiedys wmówił, że wraczając bezmyślnie na jezdnię, zaczynają władać nią niepodzielnie ? Auta traktując jak intruzów na swoim terytorium.
Ale w tym czasie, tłumiąc "wnerw" obserwuję szaro - buro- czarną masę studencką.
Studiowałam w czasach, gdzie barwny, nietypowy ciuch był trudny do zdobycia. Wyroby Hoff lokowały się  w sferze marzeń, paczki z zzagranicy, wyjazdy na zachód, komisy...
     Kto pamięta komisy z ciuchami, sukienkami do I Komunii Świętej i walkmenami ? Ja i pewnie nie tylko ja !! A teraz mając nieograniczony dostęp do obfitości tego świata, brać studencka obu płci zakutana w szare burki, szale w szmacianych barwach, kaptury i czapki nasunięte na czoła...
Czasem wpatrzona w aparacik dzierżony w dłoni, rzadko zajęta poranną rozmową przed zajęciami na uczelni.
Czas umierać...jak mawiała pewna osoba [nielubiana przez ogół, wiec nie podam jej imienia !], gdy zadziwiały ją zmiany tego świata...

Brak komentarzy: