Translate

poniedziałek, 29 maja 2017

607.05.2017 Saturnin po latach

Saturnin to były mąż mojej młodszej siostry.
Mimo wieszanych na nim przez lata "psów i kotków" [ w oryginale wiesza sie na kimś psy i koty !] czułam sympatię do tego faceta...
Próbowałam nawet Celestynie uświadomić, że gdy małżonkowie rozstają się, wina przeważnie leży po obu stronach sporu. Mam takie ciche, wewnętrzne przekonanie, że Benedykt też ma swoje racje, że ideałem wszechczasów nie jestem i nie tylko w swojej rodzinie znalazłby osoby, które by szczerze jemu współczuły po rozwodzie...
     Nie mówie Celestynie, że i jej córka ponosiła winę za rozpad związku, ale po prostu zadziałała stara filmowa zasada : "prawda i prawda ekranu"...Saturninowa prawda zwyciężyła, " nabraliśmy się" trochę na "prawdę ekranu".
Ale zacznę od początku....Matylda była kiedyś ze mną [ stare jeszcze panieńskie czasy Matyldy] w modnym wtedy saloniku fryzjerskim. Usiadłam przed lustrem i przed sformuowaniem swoich wyobrażeń o nowej fryzurze, która miała być dziełem mistrza nożyczek i grzebienia w Mieście Stolicy Województwa, oznajmiłam, że kiedyś " nosiłam[ na głowie] pazia ".
Ten "paź" przeszedł później do "rodzinnego" języka jako słowo - wytrych. Zacząć "od pazia" znaczy opowiadac rzeczy zbedne, nie wnoszące nic konkretnego, żadnych informacji istotnych do przedstawianej kwestii. ot, takie bajdurzenie...
     Zaczynając więc "od pazia" Saturnin od zawsze działał w branży kamieniarskiej. "Dobrał" nam beżowy [moc beżowych żył na kremowym tle ] marmur na obudowę kominka [i polecił odpowiedniego fachowca !], skomponował w łazience górnej blat granitowy z otworem na umywalke, zgrabnie przechodzacy w parapet, w pieknym zielonym kasmirze....
Dziwne nie jest, że gdy Uczony zagroził mi oddaniem złomiarzowi "metalowych nóg" maszyny do szycia marki Singer, które dwa lata stały pod serbskim świerkiem - zadzwoniłam do Saturnina...
Wymieniliśmy kilka smsów i w niedzielę przed południem Saturnin przyjechał na Przylaszczkową z kawałkiem tektury, by odrysować rozmieszczenie otworów w "nogach" singerki...
     Nie widzieliśmy Saturnina kilka lat...Było fajnie.
Prawda życia, prawda ekranu...każdy ma swoje projekcje...

piątek, 26 maja 2017

606.05.2017 Fotografie - 36 w ciagu roku

Są osoby, które cykaja zdjecia tradycyjna kamerka, aparatem w telefonie, smartfonie czy innym ustrojstwie...setki zdjęć. Zastanawiam się, czy maja czas by oporzadkowac te zbiory, wrócić do ogladania w zimowy wieczór, podumać nad...
Korzystam ciągle z aparatu fotograficznego, który dostałam od mamy na moje 50-te urodziny. Minolta, ktora robi swietne zdjęcia, 36 w ciagu roku...Zdarzaja sie lata, że tych zdjęć mam 48, bo założyłam dwa filmy po 24 fotki.
Przed wyjazdem, odebrałam z punktu z hasłem " Przez cały rok - na całe życie..." 24 zdjęcia, bo chciałam pokazać w Mieście nad Trzema Jeziorami, foty grobowca rodzinnego, przykrytego żałobnym wieńcem z żółtych róż. [ ujęcia po pogrzebie cioci Heleny, w słoneczny styczniowy dzień].
   Zwykle w punkcie foto przegladam odbitki, czy czasem nie włożono do koperty nie moich zdjęć, obcych twarzy i plenerów ...
   Na zdjeciach z 17 stycznia zobaczyłam znajoma sylwetke Uczonego - w wiatrołapie, zakładającego buty na bose stopy, w  "pidżamowych" spodniach w kratę, moim czerwonym płaszczyku, w czarnym meloniku na głowie. ujecia z tyłu, widac zdjęcia robiłam z zaskoczenia...
   Stanął mi przed oczyma tamten styczniowy poranek - leżymy w sypialni na pietrze, słychac z ulicy stłumione ruchy śmieciarki - to dzień zabierania śmieci "zmieszanych"...
Nasz kubeł na terenie posesji, przy "śmieciowej furtce", ale jeśli pracownicy ZOM nie wytoczą kubła i nie zabiorą śmieci ?
Profesor bohatersko zapewnia: Zejde i wystawie przed płot ten kubeł.
Schodze za nim po schodach. Strzelam te zdjęcia z zaskoczenia...

605.05.2017 Miniony Dzień Matki

Po powrocie z Miasta nad Trzema Jeziorami, świętowania z Celestyną, jej Sąsiadką i kawie z Makarym, który jechał do swojej Rodzicielki i wstąpił po drodze...już na Przylaszczkowej usłyszałam głos z telewizora:
   - I wszystkim tym matkom, o których dorosłe dzieci nie pamiętały w tym dniu...
Taka refleksja. Małym dzieciom to się nie zdarza - zapomnieć o Dniu Matki. A dorosłym tak.
Co czują, czym sie kierują... Jak wielki jest żal do matki rodzicielki, że chce się ją ukarać niepamięcią.
Szczególnie córki, które same są już matkami. O swojej zapomniały...I nie przypomniały sobie, przyjmujac życzenia od własnych dzieci...,
Zagadki tego świata.

wtorek, 23 maja 2017

604.05.2017 Ryszard

Ryszarda poznałam w autokarze. Autokar wiózł nas do Stolicy, punkt główny zwiedzanie Sejmu, później Muzeum Powstania Warszawskiego z przewodnikiem, Żolibórz z kościołem p.w. św. Stanisława Kostki...
Milorada, Elwira i ja "dosiadałyśmy się" na przystanku autobusowym w Dobrze Trafiłeś...
Miejsc wolnych, zdawało mi się na pierwszy rzut oka nie było...Milorada usiadła pierwsza, Elwira "klapnęła" jakby w pośpiechu i wtedy ujrzałam dwa ostatnie wolne miejsca na kanapce pod tylną szybą autokaru. Pomiędzy wolnymi, środkowe miejsce zajmował osobnik o wyglądzie, nazwałabym eufeministycznie... niedbałym.
     I ten zapach...Niepranego przyodziewku, niemytych dawno włosów...Powodujacy mdłości...ale do czego nie przywyknie kobieta gdy nie ma wyjścia i nade wszystko lubi uchodzić za światową, której żadne doznania w podróży nie są w stanie zaszokować...
     Przedstawiłam się grzecznie. Rozpoczęliśmy rozmowę. Towarzysz podróży znał "tę" piosenkę, popisał sie dowcipem z "tych" lat, chodził na "te" filmy...
   - Kiedy pan kończył studia ?- zapytałam siląc sie na ton "tak od niechcenia pytam".
   - W 74-tym.
   - Ja też w 74-tym. Wtedy Akademię Rolniczą, teraz powiedziałabym Uniwersytet Przyrodniczy.
     Co kończyłeś ? [ nie miałam zamiaru dalej "panować" rówiesnikowi, facetowi, który pocił się w          sesjach w tym samym czasie ponad 40 lat temu...]
   - Elektryczny.
Facet z dawno niemytymi włosami kończył [ bez "poślizgu" , żadnych tam urlopów dziekańskich !!] w latach 70-tych ubiegłego wieku studia, na które obowiązywały prawie konkursowe egzaminy, które łatwiej było zacząć niż skończyć, bo poziom był wysoki. I Politechnika była wtedy naprawdę uczelnią techniczną z fajną studencką bracią [ część "siostrzana" w mniejszości !].
Mówiłam do niego "Rysiu", on do mnie Karuzeluniu"...Nie wiem kiedy minęła mi podróż do Warszawy...
W stolicy  znalazłam w grupie osoby, które znały Ryśka od dawna...Zaczął odbiegać od normy pod koniec szkoły średniej - jeździł z ojcem na ryby, pomagał na działce...Ktoś stracił z jego rodziną kontakt, bo zmienili mieszkanie.
Mimo politechnicznych studiów, pozostał człowiekiem renesansowym - wszystko go interesowało, w wielu dziedzinach dzieki doskonałej pamięci osiągał ponad przecietny poziom...Mózg ludzki zawsze wprawia mnie w zachwyt - te niesamowite, błyskawiczne połączenia, otwieranie odpowiednich szufladek z potrzebnymi informacjami, te skojarzenia...Mózg Ryśka działał zdumiewająco - odtwarzał teksty piosenek, których nikt już nie śpiewa, nucił znane arie, wiedział dlaczego olej palmowy jest na "nie" i logicznie "rozgryzał" bieg Wisły za oknem autokaru - to musi być w tym kieruneku, bo Gdańsk...znał Rzym jak własną kieszeń, z Watykanem włącznie...
     Czekałam na drogę powrotną do Dobrze Trafiłeś. Ryszard "zdradził" mi patent na herbatę w szklanym słoju, zalewaną darmowym wrzatkiem, który można dostać na każdej stacji benzynowej, wystarczy poprosić...
W piątek, na Starym Rynku w Mieście Stolicy Województwa Sofineta zarezerwowała stolik w "Bulwarze". Swiętowałyśmy imieniny Zofii. Odprowadzałam Esmeraldę na postój taksówek, by chwile pogadać bez towarzyszek.
Ryszarda zobaczyłam w ostatniej chwili. Wkładał do dużej płóciennej torby nie pierwszej świeżości, zgnieciona puszkę po piwie. Ryszard wśród młodych, cieszących się weekendem.
Jakiś nieatrakcyjny, nieapetyczny, nienachalny facet z płócienną torbą. Mózg.

niedziela, 21 maja 2017

602.05.2017 Scenki z życia małżeńskiego Uczonego i Karuzeli cz.8

Karuzela przy kolejnej "przymiarce' do małej walizki [och ten Wizzair i jego wymagania] - co zapakować, co "upchać," a co "zawiesić' na swym ciele...
Profesor staje w drzwiach do pokoju na piętrze:
   - A wiesz Karuzelo, że ja nawet cieszę się, że wyjeżdżasz [ baba z wozu, koniom lżej...]
   - Jak myślisz Benedykcie, czy twoja radość jest w tej chwili, jakoś porównywalna z moją ?!

środa, 17 maja 2017

603.05.2017 Wrócić i oniemieć z zachwytu

Maj w naszej ojczyżnie to miesiąc cudowny...Kochanowskim "pojadę" bo najlepszy mi sie wydaje na tę okoliczność, choć co innego miał na mysli, pisząc te strofy: ..." ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cie stracił"....
Bo ja teraz o maju na południu Italii i cudzie majowym w Polsce.
Wylatujesz w czarnej spódniczce i czarnych półbutach, masz na sobie trzy kurtki [ bo bagaż zadeklarowałas najmniejszy i "bez opłat dodatkowych, w ramach biletu"] - lądujesz w Bari i ogarnia cię ciepełko rozkoszne, słoneczko mruga zalotnie, choć dziesiątej jeszcze nie ma na zegarze...
     Ale gdy przed ósmą kolejnego dnia na balkonie garsoniery Kuzynki [ " od wschodu"] jest już ponad 36 stopni w skali Celsjusza...to mówisz cichutko: noooo...
     Dawno dotarło do mnie, że większości światowych atrakcji, które należy, warto, trzeba koniecznie zobaczyć - juz na pewno nie zobaczę, nie dotknę, nie otrę się w tłumie turystów...
Trzeba było na coś się zdecydować. Z Uczonym byliśmy [ czasem się to zdarza !!] zgodni: tylko na "rzeczy i miejsca uświęcone, cudowne, w wierzeniach ludzi uznane za nadzwyczajne, bo dotknięte ręką Boga " nie szkoda naszego czasu i biletów NBP. Trudy podróżowania, zmienne nastroje uczestników wspólnego pielgrzymowania łatwiej znosić, gdy jesteś pątnikiem, nie zwykłym zwiedzaczem...
Mamy szczęście do organizatorów, pielgrzymujących księży, pilotów grup, przewodników i naszej pątniczej grupie nic nie można zarzucić...
Oj, oj zdarzają się okazje, by w sporej grupie znajomych pochodzić po Placu Niebianskiego Spokoju i wtedy najczęściej to ja z naszej małżeńskiej pary ulegam i jadę...[ Uczony:  W Pekinie byłem na konferencji, którą organizował Tao, "obwieżli nas gdzie trzeba, ile razy można latać do Chin ?].
     Stwórca "podsłuchuje" i zna nasze plany. Gdy Kuzynka w styczniu 2017, w przerwie miedzy kremacją cioci H. a wieczornym drinkowaniem w kuchni [ w takim miejscu lądują kobiety, gdy reszta domu zajęta jest przez "pochówkowych" gości ], wspomniała o San Nicola i jego fecie w maju...to wiadomo było, że tam będę właśnie w piątym miesiącu roku.
     " Naumiona internetowo" utwierdziałam się w marcu, że zaproszenie Kuzynki jest aktualne i nabyłam bilety lotnicze.
     W Bari byłam kiedys w sierpniu z Uczonym całe dwa dni. Ale w maju...
Było fantastycznie: Kuzynka gościnna, miejsce cudowne, San Nicola wszędzie: w bazylice, w procesjach,  iluminacjach, paradach nocnych, pokazach sztucznych ogni po 22-ej i akrobacjach lotniczych po południu...A od środy [ świetowanie Mikołajowe trwa zwykle tydzień !] Szczyt G7. Wielkie okryte tajemnica wydarzenie, nawet lokalna telewizja milczała na temat zalanego policja miasta, blokowanych ulic, przepustek dla stałych mieszkancow starego miasta w Bari..
Top secret. Chory świat.
     Profesor uświadomiony przeze mnie, że radzą w Bari i blokuja miasto, dopiero po moim powrocie dosłyszał w tv, że nie poniosła mnie fantazja - że światowi politycy i ja w jednym miejscu, w tym samym czasie...
I szok na lotnisku Chopina w Warszawie. Pierwszy, gdy już po wyladowaniu i odpięciu pasów w samolocie, meski głos [ pewnie pilota] poprosił o powtórne zapięcie pasów, bo niemożliwe było wyłączenie jednego silnika z powodu awarii generatora. Ktoś w samolocie krzyknął, że gorzej gdyby lewy silnik fiksował w powietrzu, ale...
Z lotniska na dworzec centralny pkp jechałam zwykłym autobusem 175.
Patrzyłam na moja ojczyznę zieloną, z majowym świeżym kwieciem, szumiał mi w uszach gwarek rozmów w znanym jezyku, zdjęłam dwie z czterech kurteczek [ jeszcze jedną dostałam od Kuzynki ] i zanurzyłam sie w błogostanie....byłam po prostu szczęśliwa.....

czwartek, 4 maja 2017

601.05.2017 Koleżanki z Dobrze Trafiłeś

Miasteczko [ 38 tysięcy mieszkańców to miasteczko ??] Dobrze Trafiłeś w powiecie Miasta Stolicy Województwa to po "wygaszeniu" państwowego przemysłu meblarskiego [ bo rzemieslnicza gałązka  jeszcze dycha i "piankę" podobno po nocach spala, jak twierdzą mieszkancy innych enklaw , nie okolicy ulicy Przylaszczkowej. Okolice Zielona Street to spalacze opon, jak ufać karuzelowym nozdrzom...] - trochę "sypialnia" zatrudnionych w Stolicy, a trochę "emerytownia".
     Emerytów z Dobrze Trafiłeś podzieliłabym na dwie grupy; tych, którzy przyjechali bo progenitura naciskała, obiecywała, liczyła na zasilenie własnej kasy, po sprzedaży mieszkania rodziców i zamiany na mniejsze i tych, którzy nad jeziorem Swarz. znależli się po rozważeniu, badaniu, przymiarkach i podjęciu świadomej decyzji - tu i tylko tu !!
Oczywiste jest, że pionier Uczony z pionierka Karuzela należą do tej drugiej grupy.
     Zawsze dziwili mnie dorośli ludzie, którzy w poszukiwaniu działki budowlanej jeździli od Bezwodnego Boru, przez Owczełby do Dobrze Trafiłeś ! [ znam taką parę osobiście !].
     Emerytki zasiedlajace miasto nad jeziorem Swarz są w polu mego intensywnego zainteresowania. Mogę w nawiasach, przy imieniu kazdej podawać ilość lat "zamieszkania" w Dobrze Trafiłeś :
Teofila 2 [ 6] - w odróżnieniu od Teofili 1,               Ramona [3]
Ludgarda [16]                                                            Dagmara [15]
Michalina [8] nie licząc Anny, Genevieve, Elżbiety - mother of 3, Maryni, Elizabeth English i kilku innych jak Wanda, Krystyna śp i Seweryna śp. czy Georgina, która wyjechała do Szkocji, miejsca swego urodzenia , a przez lata całe była moją "kanastową parą" w Sun Age.
     W nowych koleżankach wybierać - przebierać ! Może ułatwia to moje odrobinę szaleńcze usposobienie, a może mam sympatycznym atramentem [ kto czyta sensacyjne powieści z ubiegłego wieku, ten wie !] na czole nabazgrane, że kocham ludzi, ze szczególnym naciskiem na babską część ludzkości.
Sama czasem jestem zaskoczona swoją "popularnością". Dbam o nią trochę, przyznam bez bicia. Nie do pomyślenia dla mnie, by na  emeryckiej, czy miejskiej imprezie nie podbiec do znajomej gębusi i nie przywitać się, uściskać czy wycałować [ w zależności od stopnia zażyłości], taktownie przypominając, skąd sie znamy...