Translate

środa, 20 września 2017

684.09.2017 Budżet Obywatelski Gminy

Ulotkę znalazł Uczony w skrzynce na listy. Skierowaną do mieszkanców gminy Dobrze Trafiłeś.
Jeśli jesteś pieszym, rowerzystą lub kierowcą [ lub każdym po trochu] zrób coś dobrego dla lokalnej społeczności ! Oddaj swój głos na projekt " Budowa drogi dla pieszych i rowerów w ul. T i Borówki", w ramach Budżetu Obywatelskiego Gminy...
W ciągu 30 sekund można oddać głos przez internet.
Zmobilizowałam znane mi osoby w Dobrze Trafiłeś zameldowane [ wyłączając niektórych profesorów w liczbie dwóch, zameldowanych w Mieście Stolicy Województwa ], wyciągnęłam od nich pesele i poszło...
" Głos oddany prawidłowo" ukazywalo się na monitorze tej nocy wielokrotnie.
I niech ktoś powie, że emerytki są ospałe i bez pasji.

683.09.2017 Kolejna wdowa

O śmierci tego męża, tej żony dowiedziałam sie przypadkowo. Ot kierownik w restauracji w hotelu*** wspomniał, że była stypa po pogrzebie tego męża. Szok. Łowił ryby gdzieś za miastem, żona zaniepokojona przedłużającą sie nieobecnością wędkarza zastała go na pomoście martwego.
     Nie darzyłam tej żony jakąś specjalną atencją...jakoś słabo dogaduję sie z osobami, których młodość nie została "przeciągnięta" przez jakieś akademickie wymagania...Tak mam, może to nieuzasadnione i krzywdzące, ale z osobnikami bez uczelnianych szlifów, wcześniej czy później moje drogi sie rozjeżdżają...
     Ale nagłe "wejście" we wdowieństwo jest straszne i pomijam teraz moje sympatie.
Dorosłe dzieci, brak prawa jazdy [ może tylko niemożność przez lata całe zrobienia użytku z tego dokumentu ?] koleżanek jak na lekarstwo z powodu zapracowania, nadmiernych wymagań [ ??] czy umiłowania samotności [ daję wiarę takiej cesze charakteru, bo ja naiwna jestem gigantycznie !].
I od lat życie ze Stwórcą gdzieś z boku...
Żal mi tej do niedawna żony, teraz wdowy...Smutne...

682.09.2017 Czasem trafia kosa na kamień

To było jak iluminacja. Doznałam olśnienia.
Uczony, wódz urodzony traktuje Karuzelę, żonę swoją jak dziecko, jak trzecią córkę ...
   * Wyłącza komputer, gdy tylko Karuzela opuści gabinet, a teraz nawet gdy biedaczka zamyśli się nad klawiaturą
   * Pyta wielokrotnie wieczorem, czy Karuzela zamknęła: garaż, samochód, drzwi wejściowe, bramkę "śmieciową" i słoik z majonezem
   * Wyłącza telewizor wychodząc z pokoju, mniemając chyba, że program, który przestał Uczonego interesować, już od godziny nudzi Karuzelę
   * Na przejawy marnotrawstwa wody, gazu i energii elektrycznej [dotyczą oczywiście Karuzeli, Uczony we wszystkim zachowuje umiar i daleko posuniętą oszczędność] zapytuje  ze słodyczą w głosie: "jak myślisz, kto za to płaci rachunki ?"
   * Itd i itp
Ale bywają w życiu Karuzeli jasne chwile, choćby ta w zielarni w Dobrze Trafiłeś, gdzie Karuzela uzupełnia zapasy mieszanki do farbowania włosów, na cudowny rudy odcień owoców kasztanowca.
Do zakupu farby Karuzela ubrała stosowną zieloną sukienkę zamówiona w internecie. Kolor modny ubiegłego lata, teraz passe, bo bardzo drogi przyodziewek był przeceniony...
Za ladą stała młoda osóbka [ właścicielka zielarni jest młoda, ale starsza od tej, która Karuzelę obsługiwała ].
   - Ładną ma pani sukienkę...I ten kolor...no super, bardzo mi sie podoba...
   - A wie pani, że mój mąż, gdy pierwszy raz zobaczył mnie w tej sukni, powiedział, że wyglądam jak kupa - wspomniałam, bo porównanie przeżywam ciągle i przeżywać będę...
   - Wie pani co sie mówi na taką uwagę ? W dupie był i gówno widział...no przepraszam za słowa, ale tak jest ! - stwierdziła młoda za ladą z wyraźnym zadowoleniem. Chociaż to mało prawdopodobne, by znała Uczonego.

wtorek, 19 września 2017

681.09.2017 Działanie z Alodią

Zadzwoniła Alodia z pytaniem, czy moge jej we wtorek pomóc w walce z kawałkiem ziemi pod czarną włókniną, od strony "wejścia".
Planowałam co prawda przedpołudniowe szaleństwa w swoim , nie cudzym ogrodzie, by ze spokojnym sumieniem po 19 -ej udać się do kina w gronie ladies z P. International Ladies Club, ale serce mam czułe dla matek wieloródek...Więc o 10-ej "zameldowałam się" w domu Alodii. Zaczęłyśmy z  Mother of 5 od kawy. W foteliku z poziomu podłogi spoglądał na nas Justyn, Prokop snuł sie bez butów po mieszkaniu...
     Ustaliłyśmy plan zajęć i ruszyłyśmy do działania. Alodia jest pogodnym, zodiakalnym strzelcem i cokolwiek by mówić o różnicy wieku między nami - jako dwa strzelce dogadujemy sie znakomicie.
Podobne sytuacje nas śmieszą, do progenitury mamy dystans, choć zgodne jesteśmy, że trzeba wymagać i konsekwencja, konsekwencja...
     Uczonemu powiedziałaqm, że jadę na lekcje bridge. Pociąg do hazardu Uczony rozumie i rozgrzesza, bezinteresowną pomoc w cudzym ogrodzie nigdy...
Mąż zadzwonił do mnie około czternastej, dziwiąc sie, że jeszcze nie ma mnie na Przylaszczkowej, wyciągając niesłuszny wniosek, że stale tasuję karty i wygrywam kolejne partie [ "urodzona do piotrusia"]
     Prace ogrodnicze mimo koniecznych przerw na karmienie piersią, zmiany pampersów, odwracania uwagi trzylatka, usypiania trzylatka w łóżku, a Justyna w wózku podczas wahadłowego spaceru [ sto dwadzieścia metrów w strone "Biedronki" i spowrotem] zakończone zostały pełnym sukcesem... Kubki z kawą trzymałyśmy na parapecie garażowego okna, Prota z przedszkola przyprowadziła sąsiadka i gdy odjeżdżałam do swego domu, spotkałam Daniela i Marcela wracających ze szkoły [ chodzą do katolickiej szkoły w Mieście Stolicy Województwa, więc do Dobrze Trafiłeś "podrzuciła" ich na pewno jakąś uczynna dusza, jak znam życie].
     Uczony zastał mnie przy pracach ogrodowych, z furkoczącym garnuszkiem ziemniaków na kuchence, ze schabem "na cebulce" i kompotem pośpiesznie schłodzonym na płytkach tarasu...Jak się można było spodziewać, skrytykował pomoc "obcym". Niepytany, snuł wizje pomocy córkom, ciociom i wujkom, jakie mogłyby być moim udziałem...
     A ja uśmiechałam się do siebie pod nosem i myślałam o tym uporządkowanym, obsadzonym roślinami ogródku, na który będę patrzyła śpiesząc do Alodii na " kawę strzelców"....

680.09.2017 Przyjmując pewne założenie

By uporać się z pewną bolącą, nie ukrywam, sprawą, przyjąć muszę pewne założenie...
Zakładam, że pojawia sie w życiu Karuzeli [ i życiu Uczonego] pewna koleżanka. Dużo młodsza od Uczonego, ale też znacznie młodsza od Karuzeli. Kiedys fajna, parszywiejąca wraz z latami znajomości.
Karuzela stwierdza, że zupełnie jej z babą nie po drodze, ale jakoś znajomość wbrew sobie [ i górnolotnie rzecz nazywając głoszonym zasadom w życiu ] ciągnie. Unika spotkań, baby nie zaprasza, do baby nie jeździ, ale zachowuje pozory, że to z braku czasu, a nie braku sympatii.
     I wynika sytuacja, że Karuzela wysyła babie smsa, by wpadła choć na chwilę, bo ktoś u Karuzeli będzie, może chciałby babę zobaczyć po dłuuuugim niewidzeniu...
Baba ignoruje sms Karuzeli. Nie odpisuje, że ma w nosie gościa Karuzeli, nie posyła na drzewo Karuzeli. Po prostu zero...
     Karuzela daje babie szansę ostatnią: z pismem przewodnim, wysyła z aparatu Uczonego sms do baby. To tak na wypadek, gdyby baba nie czytała żadnych smsów od Karuzeli. W domyśle, może od Uczonego przeczyta...I co ? Zero...
Na to Karuzela w cichości serca postanawia, do baby nie pisać, nie dzwonić, nawet o rynnę, baba dla Karuzeli umiera. Zniknęła baba.

poniedziałek, 18 września 2017

679.09.2017 Rozalia wróciła

W sobotę Rózia napisała krótko: "Przyjeżdżam w niedzielę rano. Autobusem Sindbada. O 8.00 rano mam być przy Avenidzie. Przyjedziesz  po mnie ?"
Odpisałam natychmiast: " Oczywiście przyjadę, ale nie wiem gdzie jest Avenida..."
Noc z soboty na niedzielę, za sprawą Uczonego, była koszmarna.
Pytał co dwadzieścia minut, czy Rozalia napisała już siedząc w autobusie i czy nie czuję niepokoju, bo nie wiem co sie dzieje z dzieckiem...
     Życie nauczyło mnie, że brak wiadomości to dobre wiadomości. Złe informacje, zawsze docieraja szybko - te o wypadku, o nagłej smierci itp...
Gdybym [ nawet nie posiadając stacjonarnego telefonu w latach 80-tych ubiegłego stulecia; amerykanski profesor pytał Uczonego: "kim jest twój sąsiad, że ma telefon, a ty nie ?] czekajac na list od Benedykta ponad 15 dni, wyrywała sobie włosy z głowy, niańcząc jedno dziecie i sprawdzając prace domowe drugiemu - to byłabym dawno łysa, a tak za rok mogę mieć [ bo włosy "zapuszczam" ]piękne warkocze [ na dodatek rude !].
Powtórzę jeszcze raz: brak wiadomości, to dobre wiadomości...
     A Uczony, urodzony panikarz, zamartwiacz rodzinny, wrona [ albo lepiej kruk !]kracząca na płocie...I bezskutecznie próbuje mnie, Karuzelę beztroską, przerobić na swoją modłę !
Gdy w niedzielę po północy ległam przy boku Uczonego w sypialni, Profesor obudził mnie po pierwszej, bo dzwonek / melodyjkę w zegarze wziął za dzwonek mego telefonu: " Rozalia dzwoni, odbierz !!!"
Dziecko otoczone walizą, pokrowcem komputerka, pakami, torbami opasanymi taśmą klejącą i odzieżą przydatną w podróży, czekało...Zaproponowałam jej przez komórkę: " Schowaj się gdzieś, byś nie zmarzła !". Wszyscy członkowie naszej rodziny udzielaja rad na prawo i lewo, nie majac pojęcia o uwarunkowaniach. Rodzina nie - liczna, ale śliczna...
   - Mamo, to raczej niemożliwe, bym sie gdzies ruszyła...- odpowiedziała spokojnie.
Już po pozostawieniu bagaży w mieszkaniu w Mieście Stolicy Województwa, pojechałyśmy na Przylaszczkową i gdy Rózia szukała w Dobrze Trafiłeś ładowarki do swego telefonu, szukając "przydasia" w moich szufladach odegrała fajną scenkę:
Udając reportera pytała brubym głosem:
   - Pani Karuzelo, czy posiada pani w domu jakieś puste szuflady?
   - Ależ, nie, to niemożliwe. gdy mam jakąś pustą, jestem w stanie szybko ją zapakować. Jadę do TKMaxx i kupuję, kupuję...Ładuje do szuflady i juz jest zapełniona - to niby mówi Karuzela.
   - A gdy wszystkie szuflady sa juz pełne ?
   - Dokupuję meble, koniecznie z szufladami, albo wyrzucam niepotrzebne rzeczy męża i w ten sposób, "pozyskuję" troche przestrzeni...
Rozalia wróciła, to się czuje i słyszy...jestem szczęśliwa, moja krew...

piątek, 15 września 2017

678.09.2017 Boskie nogi Karuzeli

Ochłodziło się nieco, ale Karuzela nie traci nadziei, że jesienne ciepełko wróci. Mało tego, Karuzela z Uczonym planują wyjazd nad morze na kilka dni.
Z tymi wspólnymi wyjazdami Uczonego z żoną jest tak, że gdy tylko Profesor nieopatrznie, mimochodem, przez przypadek, bez chwilowej kontroli, jakby poza świadomością, szeptem wypowie słóweczko o możliwości wyjazdu - już Karuzela włącza machinę: alert !! wyjazd !
     I już Uczony w sidłach linii lotniczych, kolei krajowych i międzynarodawych, autostrad i dróg szybkiego ruchu...słowo się rzekło...jedziemy...
     Tak było ze Świnoujściem - " Nim rozpoczną sie zajęcia ze studentami, może byśmy na kilka dni..". Czekamy teraz na maluteńkie ocieplenie...
A Karuzela nadal na rowerku w bermudach, gołe stópki w sandałkach, spódniczka przed gołe kolanka...
Gigi [ gustowny prochowiec, kapelusik, półbuty] spoglada na nogi Karuzeli:
   - Boże, patrzę i patrzę...
Boskie nogi, tak mówiono o nogach Marleny Dietrich, czyżby też Karuzela, trudno uwierzyć, ale może, na starość...Boże...boskie nogi Karuzeli...
   - Ona nie ma skarpetek ! Ani pończoch ! Boże, a jest tak zimno !!- Gigi kończy zdanie.