Translate

wtorek, 25 lipca 2017

645.07.2017 Zdolna jestem niesłychanie...

Kto na książeczkach  z serii "Poczytaj mi mamo" był chowany, ten rozpoznał w tytule cytat z mistrza Brzechwy...
Ale ten cytat dziś, w deszczowy lipcowy dzień pasuje do mnie jak ulał. Bo jestem zdolna i już !!
     W poniedziałek kurier DHL przywiózł i zostawił w mych objęciach zrealizowane moje zamówienie z ubiegłego tygodnia  Na dwie sukienki, firmy X. W rozmiarze M. Na ślepo, bez miary. z ufnoscia przedszkolaka, że beda pasowały.
Bo ja typowa jestem. Kiedyś, gdy robiłam fakultety, duża firma odzieżowa w Mieście Stolicy Województwa, poszukiwała modeli krawieckich [ nie mylić z modelkami na wybiegi ]. Ogłoszenie wywiesiła w żeńskich akademikach. Zaprosiła chętne studentki na pomiary ramion, biustu, talii, bioder i ud.
No i kto, no kto, został wybranką losu, kandydatką na modela krawieckiego, na żywego manekina do wbijania szpilek voo doo ?
     Z kariery modela krawieckiego nic nie wyszło, bo z Karuzelą mieszkającą w akademiku, telefoniczny kontakt był prosty, swojsko skomplikowany, ale przecież nie z tych kompletnie niemożliwych: pani w portierni odebrałaby telefon do Karuzeli, poczekałaby na jakąś idącą na piętro mieszkanke domu akademickiego, ta chętna, życzliwa, jadąca na tym samym koniu studentka, zapukałaby do pokoju Karuzeli, albo krzyknęła na korytarzu : "Karuzela! masz telefon !].
     Jakby drążyć temat dalej, Karuzela tej kariery modela krawieckiego nie żałuje, bo skoncetrowała sie rychło na telefonach od pewnego mieszkańca Domu Asystenta, dobrze zapowiadającego się doktoranta, który dzwonił niezbyt często, ale spotykać sie z Karuzelą lubił i zamiary miał poważne...
     Ad rem. Dostarczone DHL sukienki w rozmiarze M, jak się można było spodziewać [ wiara czyni cuda !] pasowały idealnie, z jednym drobnym zgrzytem - ta z płóciennej surówki, z kołnierzykiem bebe i rękawkiem do łokcia sięgała Karuzeli do połowy ud.
Szybki wyjazd autem [ pamiętamy, że czerwone samochody sa najszybsze - np karminowe ferrari ] do sklepu z tkaninami w centrum Miasta Stolicy Województwa, stosowny zakup 40cm lnu, szybka dekatyzacja sukienki i kawałka materiału, nocne suszenie, praca nożyczkami, spinanie szpilkami, szycie maszyna "Łucznik" i przed 19-tą zaszłam po schodach w przedłużonej sukience !
Uczony popatrzył i rzekł:
   - Zdolna jesteś...do wszystkiego...

645.07.2017 Jedna fotka na fb

O moim przekonaniu, że fb służy takim pańciom jak ja - na emeryturze, z aktywnością dziecka z ADHD [ wszyscy już na pewno wiedzą, że z tym ADHD to wielka "amerykanska" ściema !!] i wewnętrzną pewnością, że życie piękne jest...
Wieki całe mojej obecnosci na "fejsie" unikałam zamieszczania tam zdjęc mej postaci - oprócz tego profilowego  na Soho, na trawie, w czasie lunchu, w otoczeniu "urwanych" z roboty pracusiów na Wyspach...
     I w czerwcu, gdy B. przesłała mi dwie zrobione przez siebie fotki z moją Mamą na Placu Grunwaldzkimw Giżycku, pokusie uległam, by pochwalić sie światu moją 87 - letnią Mamulką.
Za ciosem wstawiłam jeszcze "duże zdziwko" z Bari, nad ogromną pizzą z dekoracjami ze święta świetego Mikołaja w tle, zrobione przez Ingeborgę.
Wtedy to krok mały był już do tego, żeby błękit Adriatyku za mymy plecami pokazać.
"Lajki", rzecz miła, ale babcie całego świata krytyczne są wobec swego wyglądu i wąchają, nawet się czasem zaciągną, ale wód perfumowanych nie piją !*
Ale tak naprawde, na ucho powiedziane, są takie "lajki", które czyta sie dwa razy. Np te od kolegi z Krakowa, w świecie bywałego, który nie tylko na jednym kierunku, ale nawet w jednej grupie ze mną studiował.

   * Mądrość porzekadła : Komplementy są jak perfumy, można je z przyjemnościa wąchać, ale nie pić.

poniedziałek, 24 lipca 2017

644.07.2017 Ojczyzny ważne sprawy

Przerażona patrzę na moje rówieśnice z białymi różami, młode kobiety walące nogami w metalowe bariery poustawiane na ulicach, na Stalińską upojnym głosem szargajacą "Mury"...
Kiedys ukuto określenie na  aktywne kobiety, z pierwszej linii frontu - "cioty rewolucji".
Ale było w tym określeniu dużo sympatii i podziwu. To one w rozciągnietych swetrach, z papierosem i kubkiem kawy pisały, powielały, dostarczały, pomagały, pamietały o potrzebujacych...
"Cioty rewolucji" w 2017 roku sa inne. Brzydkie i maja brzydkie dusze.


niedziela, 23 lipca 2017

643.07.2017 Facebook dla wszystkich

Na początku mej obecności [ trudno to nazwać aktywnością] na fb, miałam wrażenie, że ten "akademicki" wynalazek [ kto nie widział filmu z sympatycznym, troche szalonym "twórcą" portalu ?] umiłowały amerykanskie panie w wieku dojrzałym, umieszczajace foty rodzinne i szukajace sąsiadek, które los postawił na ich drodze w życiowej wędrówce po rozległych Stanach Ameryki Północnej.
Taki sosik, dojrzałych pań, bardzo mi odpowiadał: "podciągnęłam" się językowo w "ochach" i "achach"pod zdjeciami, formami krótkich życzeń i dowcipnych komentarzy. Bezcenne !!
     Teraz mój ulubiony portal społecznościowy zmienił charakter...Albo znajomych mam takich zróżnicowanych ?
Patrzę na zdjęcie, trzech księży w sutannach [ środkowy "puszysty" - stąd na pewno wniosek "życzliwych", że 30% kleru walczy z nadwaga ], siedzą odprężeni moze po jakims odpuście, może spotkali się na kościelnej uroczystości...Komentarz: " Zamiast paść te czarne stonki     wrzucaj dziecku do skarbonki"...
Piszę kilka słów pod fotką:   Twoje dziecko wtedy samo sobie udzieli ślubu w kościele, ochrzci twoje wnuki i zaśpiewa Salve Regina nad twoim grobem. Wszystko za te pieniądze ze skarbonki. Gratuluje świetnego pomysłu, autorze tej fotogroficzno- tekstowej składanki.
     Opowiadała mi tę historię osoba pochodząca z katolickiej rodziny, która Bogu nigdy " nie narzucała się", będąca żoną faceta, który był dzieckiem z drugiego, cywilnego związku ojca.
Po śmierci ojca, proboszcz parafii, odmówił swej obecności na cmentarzu, uzasadniając, że zmarły swoim życiem świadczył, że nie życzy sobie katolickiego pochówku. Wg proboszcza żył obok kościoła, nie przyjmował sakramentów, nie wyrażał zgody na odwiedziny duszpasterskie ,nie uczestniczył w życiu lokalnej wspólnoty. Jednak dla syna,  osoby obojętnej religijnie, koszmarne wydało sie pochowanie ojca, bez księdza. Syn zmarłego udał się do duszpasterzy koscioła narodowego, jeden z nich "poprowadził" ceremonię na cmentarzu i "nikt na pewno  nie zorientował się, ze nie było ksiedza rzymsko-katolickiego" - zwierzał sie po latach własnej żonie.

piątek, 21 lipca 2017

642.07.2017 Pamięć Uczonego

To, że rodzinne, codzienne zmagania były tylko marnym dodatkiem do pasjonującego życia badacza nanostruktur [ myślę o własnym mężu, gdyby opis profesji nie był jasny ] - wiedzałam od lat.
Uczony wyparł z pamięci lata opiekunek, przedszkoli, zmiany szkół podstawowych, liceów i uniwersytetów naszych córek.
     Po wyjściu koleżanek z ogrodu, w czwartkowe, wczesne popołudnie, zarzucił mi rozmijanie sie z prawdą:
   - Dlaczego kłamałaś, że z Warszawy przywiozłaś szkła korekcyjne dla Rozalii, gdy okazało sie, że ma astygmatyzm ?
   - Bo tak było. nie mogliśmy takich szkieł dostać w Mieście Stolicy Województwa.
   - Nie pamiętam tego.
   - Czy to, że nigdy nie byłeś na żadnej wywiadówce przez lata edukacji dzieci, może świadczyć o tym, że wywiadówek wcale w szkołach nie było ?
   - Tylko nie zaczynaj z tymi wywiadówkami...- powiedział Uczony. I pewnie pomyślał: ty stara małpo !

641.07.2017 Rozkoszny dozór nad domem

Z W. mieszkałam kiedyś na jednym osiedlu.
Nasze dzieci nie chodziły nigdy do jednego przedszkola i właściwie poznałam ją lepiej, gdy w liceum na ostatnim piętrze starego budynku, odbywały się "spędy "rodziców z dyrekcją szkoły, przed rozejściem się do klas z wychowawcami...
W." podpadła" mi poważnie, gdy robiła notatki, podczas opowieści dyrektora LO o czekajacej nasze latorośle maturze ! Dając własnym dzieciom dużo okazji wykazania się aktywnością i samodzielnością [ co ostatecznie "zemściło się" tym, że Rozalia skończyła kierunek zwany w skrócie "marketingiem i zarządzaniem", a Konstancji dzieci nie uczęszczają na lekcje religii ], "skreśliłam W. z listy potencjalnych kumpelek...
Gdy budowaliśmy dom [  jak dumnie to brzmi, zważywszy na cudowne szczęście do ekip, fachowców i doradców w temacie "budowa chałupy" ], W. była z mężem budowlańcem  w Dobrze Trafiłeś na terenie naszych inwestycyjnych zmagań i słodko zapytała: " To tu widzisz swoją przyszłość ??"
Wczoraj spotkałam W. na osiedlu, gdy zmierzałam do mieszkania Rózi w celu podlania kwiatków.
Rozpływała się nad swym szczęściem - na zmianę z mężem przebywaja w domu córki, która wyjechała za granicę na kilka tygodni  - ten taras, ten trawniczek, te schody w szeregowcu...
     Ona, kiedyś posiadaczka działki w dzielnicy, która po latach  stała sie przytulnym zakątkiem na obrzeżu blokowiska bytuje na codzień na III piętrze z "wciśniętą" pod balkonem, w ramach zgęszczania willą miejską z ogródkami dla apartamentów na parterze...
Rozumiem, że nie prowadząc auta, chciała mieć tramwaje do wyboru i koloru, nooo i że jak każda istota ludzka bała się wysiłku, ale na Boga, ma mężą budowlańca !

czwartek, 20 lipca 2017

640.07.2017 Dwa oblicza mistrza

Seniorzy z Dobrze Trafiłeś w czwartek mieli pływać po Warcie stateczkiem wycieczkowym.
Liliana powiedziała mi o tych planach w ubiegłym tygodniu. Zadzwoniłam do pani Dominiki, młodej oddanej seniorom duchem i ciałem, młodej osóbki. Zostałam umieszczona na liście wybranców.
     Zaparkowałam czerwonego buntownika [ auto Rozalii, które "pożyczyłam" sobie od niej na czas jej pobytu w Germanii, które fiksowało mi w niedzielę nocną porą] nieopodal katedry i zeszłam do przystani.
Oszustwo z tym pływaniem...Gdy nasza progenitura chętnie z nami poznawała świat, statek "Joanna" nie dosyć, że na pokład wszystkie Joanny zabierał za darmo to pływał pół dnia za drobną opłatą. Teraz pływa do trzeciego mostu i wraca do przystani...
     Po rejsie, zabrałam do Dobrze Trafiłeś dwie ulubione koleżanki i w drodze powrotnej, prawie w granicach miasta zaprosiłam je na kawę do ogrodu.
Zastałyśmy Uczonego na tarasie, przeniósł nam stolik pod śliwę, podawał ciasteczka, zachwalał smaki herbat, posiedział chwilę przyjaźnie konwersując i zniknął...
Złapał mnie w kuchni, gdy przyszłam po szklanki do kompotu:
   - Nie mogłas mnie uprzedzić, że przywieziesz koleżanki ?
   - Nie mogłam, bo wpadłam na to przy stacji BP.
   - Tylko nie wprowadzaj kolezanek do domu, bo odkurzyłem jak ciebie nie było. Mogą mi nabrudzić...