Translate

środa, 22 marca 2017

589.03.2017 My a Poczta Polska

Poczta Polska bije rekordy w opóźnieniach dostarczania przesyłek. Ale to wciąż poczta , w naszych polskich rękach, więc jeszcze zaciskamy zęby, jeszcze pamietamy ubiegłoroczny odbiór listów urzedowych w sklepie ogólnospożywczym o szumnej nazwie " Mini - Delikatesy"...
     Jeszcze ciągle wspominamy sympatycznych listonoszy, w epoce światłych rządów "przechrzczonych " na "doręczycieli"... Kto mówi listonosz, zamiast doreczyciel, to albo jakis gnuśny starzec, albo pochodzacy ze wsi, ukrywający swe pochodzenie. Ale tu cię bratku mamy - na listonosza czekała twoja babcia, twoja matka, ty sam goniłes za listonoszem na rowerze przez wieś...tak, obnażyłeś sie teraz...umrzyj ze wstydu !!
     Z sympatii do listoniszy, Karuzela wybacza, że list "priorytet" nadany w miescie Szczecinie 9 marca 2017, dotarł do rak Uczonego, kręcacego sie po ogrodzie we wtorek 21 marca br w godzinach popołudniowych.
     Przesyłka ta pilotowana przez żyjącą od kilkunastu lat w Italii Kuzynkę ukazała światu, kto uważa sie za wilczycę alfa w stadzie rodziny K. Nie jest nią, tą wilczycą, Karuzela, o czym Europa wiedziała dawno.
Kuzynka from Italie stwierdziła po wnikliwym śledztwie, że list, wysłany w Szczecinie przez jej synową,  "pojawił się" w Dobrze Trafiłeś 13 marca. Ta figlarna kobietka zawiadomiła Karuzelę: " Ja tam uważam, sprawę za załatwioną, jeśli o mnie chodzi. Teraz niestety ty musisz się martwić, bo inaczej Makary utnie ci łepek, ha, ha, ha !". Makary zbiera odpisy stosownych dokumentów, by w sądzie złożyć wniosek o podział spadku po cioci Helenie.
     Makary strzeże swego adresu jak skarbu największego, więc znany rodzinie adres Karuzeli, jest w kontaktach wykorzystywany....
Karuzela podumała chwilunię i wysłała do Italii wiadomość:
   " Tak między Bogiem, a prawdą, osoba wysyłająca list, mająca dowód nadania, może dochodzić swych praw. Powierzyła Poczcie Polskiej dokumenty w dobrej wierze i nie dotarły pod wskazany adres. To by było na tyle, na ten pierwszy dzień kalendarzowej wiosny..."
Dalszej wymiany smsów nie było, Poczta Polska okazała swe litościwe oblicze i przez listonosza...

588.03.2017 Szczęście różne ma oblicza

Mam wrażenie, że znajduję się w stanie permanentnego błogostanu...
Od porannego " Oto jest dzień, który dał nam Pan" śpiewanego w łazience górnej [dziś około 5:30 ], przez "Niebezpiecznie piękny świt"..i. " Jak dobrze wstać skoro świt"... w kuchni z widokiem na przebiśniegi i krokusy....
Tak przez dzień calutki,  aż po " Zapada zmrok, już świat ukołysany"...
     A w środeczku Rózia i jej zmiana pracy. Mam nieodparte wrażenie, że to wreszcie TO. Że skończy zmieniać, zapisywać sie [ i na szczęście finalizować ] na kolejne studia podyplomowe, rezygnowanie z doktoranckich, dwuletnich zmagań, otwieranie i zawieszanie własnych działalności, ankiety, lekcje języka polskiego z obcokrajowcami i konwersacje dla przyjemności z tymiż w języku angielskim...
Jest szansa, że nasze młodsze, w niedzielę urodzone dziecko lat ponad 30, zapuści korzenie...
Zamknę oczy na wieki w poczuciu doprowadzenia drugiej córki...no właśnie...do czego próbuję ją doprowadzić ?
     I moja Mama ,która w niezachwianej pewości i wierze w Bożą Opatrzność zawsze powtarza " Bóg zna moje problemy i proszę by je rozwiązał " , już za życia znalazła [ właściwie sam sie znalazł ten kupiec], nabywcę na swe mieszkanie i działkę na wyśnionych warunkach. Człowiek by tego nie wymyślił jak Bóg zarządzi i doprowadzi do szczęśliwego końca !!
     A w tym wszystkim Karuzela, córka i mother of 2. Szczęściara z tej  Karuzeli...

wtorek, 21 marca 2017

587.03.2017 Kuzyneczka

Śmierć i pogrzeb cioci Heleny, pozwolił, szczególnie krewnym z mego pokolenia, odnowić kontakty, pobyć ze sobą, choć z mało radosnej przyczyny, narobić apetytu na kolejne spotkania...
     Z Izoldą - dzieckiem spędzałam w dzieciństwie wiele beztroskiego czasu. Jestem ciekawa na jaką osobę wyrosła, jakie ma poczucie humoru [ nasi, nieżyjący już ojcowie byli braćmi i to urodzonymi rok po roku w tym samym miesiącu [grudniu ]], czy jest skłonna do żartów i śmiechu z byle powodu...
     Izolda jest wesoła, mimo poważnych przeżyć i kłopotów zdrowotnych. Jest rubaszna, czego u kobiet dojrzałych nie cenię szczególnie. Nazywa mnie [ jestem starsza od niej o dwa i pół roku ] Pizdencją albo Pipką, na szczęście czasem używa też imienia...
Jest wdową, tłumacze sobie, że może to wdowieństwo wpływa na to, że skojarzenia ma głównie ze sprawami damsko - męskimi. Celestyna twierdzi, że zachowuje się zalotnie nawet w stosunku do młodszych krewnych rodzaju nie - żeńskiego.
Uwaga Celestyny "wyczuliła" mnie w tym kierunku...no coś jest na rzeczy.


czwartek, 16 marca 2017

586.03.2017 Czy ciocia Karuzela...

Father of 5, twierdzi, że ciocia Karuzela marketingowo wymiata wszystkich...
Z kontaktów z czwórką synów Mather of 5 [ Justyn urodził się 22 lutego i trzymam sie od niego z daleka] mam część najwspanialszą - gaduchy, spacery, jazdy na rowerach, układanie puzzli itp...
     W czwartek podjechałam pod dom malców autem, zabrałam Trzeciego i Czwartego . Oni na rowerkach [ Prokop śmiga na sprzęcie bezpedałowym], ja pieszo. Do warsztatu rowerowego odebrać mojego maleńkiego, granatowego gianta, po przegladzie wiosennym...
     Trasa wiodła przy  klinice weterynaryjnej. Godzina 14.00, zero aut na parkingu przy klinice.
Rzucam hasło: "Zobaczymy czy są jakieś chore koty !"
Malcy przyklejają nosy do szklanych drzwi, nie widać kotów.
   - Trzeba zapytać pana weterynarza - otwieram powoli drzwi kliniki.
   - Ciociu Karuzelo, może nie wolno tu wchodzić - Prot ma chwilę zwątpienia.
   - Każdy może tu wejść i zapytać !
Wchodzimy, pusto, głucho. Z zaplecza wychodzi weterynarz.
   - Jestesmy na spacerze i właśnie tędy przechodziliśmy. Chcieliśmy zapytać, czy są chore koty ?
Weterynarz patrzy na chłopców i uśmiecha sie szeroko:
   - Nie w tej chwili nie ma tu chorych kotów...

585.03.2017 A 17-tego na zielono !

Andrea, moja znajoma Irlandka, już dawno, przysłała mi przez portal społecznościowy, zaproszenie na czczenie święta świetego Patryka w barze Pika Pika [ Hiszpanie tam "urzędują"].
Zaproszenie natychmiast przyjęłam.
     Parę dni temu piszę do Anastazji: " Celebracja święta św. Patryka 17 marca od 21.00 w Pika Pika.
Mam zaproszenie od Andrei Irlandki. Będę. Karuzela"
Anastazja na to: "Co to pika pika ? Nic nie rozumiem"
Ja: " Wysłałam, bo ja Ciebie zapraszam do Pika Pika. Zrób porzadek z tym stomatologiem, bo nie      czytasz ze zrozumieniem " [ Anastazja nie była na ostatnim spotkaniu Klubu Żon, bo widziała się z  przystojnym, jak mniemam, stomatologiem].
Anastazja: " Ja też chcę. Gdzie to Pika Pika ?"
Ja: " Ty leniuszku ! poszukaj sobie tam, gdzie zwykle szukasz..."
Anastazja: " Czy przylecieć na miotle na taka imprezę ?"
Ja: " Masz miotłę przyklejoną do zadka, to musisz, nie masz wyboru"
Anastazja: " A ty ?"
Karuzela: " Ja mam skrzydła jak anioł. To koliduje z miotłą !"

Andrea udostępniła link w wydarzeniu  Pika Pika goes "Green" for St Patrick's Day
Tomorrow is St Patrick's Day - celebrations start at 2pm in Pika - anyone who wears green gets a free green shot - I'm djing from 8pm - till as long as we have people - so hope to see you all there.

584.03.2017 Scenki z życia małżeńskiego [Uczonego i Karuzeli] cz.6

Nasz x.Proboszcz ogłosił, że w tym roku zakończył odwiedziny duszpasterskie swoich parafian.
Oczywiście można, będąc na wielkim głodzie towarzyskim, umówić sie z x. Miłoszem na specjalne odwiedziny, w wybranym przez zainteresowane strony, terminie...
     Uczony i jego żona Karuzela łyknęli tę informację...ustalono datę.
Benedykt domagał się dla siebie odpowiedzialnych zadań przed...Zadań na miarę jego wolnego czasu, umiejętności i chęci...
Zostawiłam kartkę na stole kuchennym [ wyjątkowo w języku ojczystym zredagowaną, by tekst był jasny i zrozumiały, bez dwuznaczności i konieczności główkowania "co autor miał na myśli"]
polecenia były dwa:
   * Rozłożyć stół
   * Czarny "barek" na kółkach z garażu.
Uczony wszedł do garażu, znalazł gar ze stali nierdzewnej, a w nim resztkę fasolki po bretońsku [ oczywiście Bretończycy nie znaja takiej potrawy, tak jak Grecy nie serwują ryby na polską modłę, co nazywamy stylem greckim w przyrządzaniu śniętych ryb].
     Do kartki leżącej na kuchennym stole, dopisał wyrażnie jak na nauczyciela akademickiego przystało: "Gar - Filipiak - trudno dobrze umyć ! Tak zafajtałaś !" *

* Pisownia oryginalna

niedziela, 12 marca 2017

583.03.2017 Robię zakupy i...

To ostatnie chwile, które spędzam w leniwym tempie w marketach, osiedlowych sklepikach i centrach handlowych...
Bo jeszcze trochę, troszeczkę czasu minie i nie ruszę sie z ogrodu...
Najpierw pod pledem, na podusze rozciągniętej na ogrodowym fotelu, za uskokiem muru dom/ garaż, będe sobie czytała i dumała w przerwach...
     Będę spozierała na wiosenne kwiatki, bo te cieszą mnie najbardziej. Hrabina z Irlandii już zamieściła [ od niechcenia, przy okazji, jako tło do prezentacji swego krawieckiego rękodzieła ] las żonkilów pod ścianą domu. My musimy zachwycać sie przebiśniegami i ciemiernikami...ale już niedługo... małe fioletowe iryski, krokusy, hiacynty, żonkile, pachnące narcyze i....tulipany żółte we wszystkich możliwych  wykończeniach [ i postrzępieniach ] płatków...
     A teraz ostatnie podrygi handlowe. W Lidlu zatrzęsienie kwiatów w cebulach, bulwach i kłączach do posadzenia za miesiąc do gruntu. Kto pierwszy ten ma okazję trafić na lepsze okazy...[ a na pewno nie przesuszone do granic, jak wszystko kwiecie, które sprzedaja w marketach !]...
     Pcham wózek wypełniony mnóstwem zapowiedzi, zalążków burzy kwiatów w moim ogródku...
Kierunek - auto na parkingu. Dołącza do mnie facet z pytaniem, czy będzie mógł odprowadzić wózek i "odzyskać" monetę.
   - Musi pan poczekać, aż wyładuje to wszystko.
   - Mam czas... o dziękuję
   - Niech pan mi zdrowia życzy, lubię być zdrowa...
   - Życze pani dużo zdrowia, w naszym wieku trzeba mieć zdrowie żeby przeżyć każdy dzień...
   - To pan też 51- szy rocznik ? - moja bezpośredniość i szczerość, mnie samą czasem zaskakuje.
   - Nie ja jestem z 1965 roku.